Nasz mini-cykl wspomnień o Arkadiuszu Gołasiu rozpoczęliśmy od Raula Lozano. Dziś oddajemy głos Grzegorzowi Łomaczowi, rozgrywającemu PGE GiEK Skry Bełchatów, zawodnikowi, który w biało-czerwonych barwach wystąpił ponad 100 razy.
Grzegorz Łomacz:
Arek pochodzi z Ostrołęki, podobnie jak ja. Pamiętam jak zawsze przychodziłem na halę będąc małym, bardzo młodym chłopcem, a Arek wraz z moim bratem odbywał treningi pod okiem Renislawa Dmochowskiego oraz mojego taty. Byliśmy również razem na obozie w Darłówku, aczkolwiek moja rola jako 7-8 letniego chłopaka ograniczała się do pilnowania się rodziców, a Arek wraz z całą drużyną ciężko zasuwał po piasku i na hali. Zapamiętałem Arka jako osobę cichą, niewybijającą się z grupy. Miał ksywkę „Maskot”, do dziś w sumie nie wiem dlaczego, może ze względu na jego łagodne usposobienie. Jego talent pierwszy raz eksplodował w MOS Wola Warszawa. Doskonale to pamiętam, ponieważ sam poszedłem identyczną drogą rozwoju i gdy tam trafiłem, Arek już był absolwentem Klubu oraz Reprezentantem Polski Seniorów, wtedy większość z nas marzyła, żeby być kimś takim jak on.
Nasze drogi w seniorskiej siatkówce nie zdążyły się przeciąć… szkoda, bo zapewne wiele mógłbym się nauczyć i wyciągnąć od niego nie tylko jako sportowiec, ale przede wszystkim jako człowiek. W pamięci mojej i wszystkich, których kiedykolwiek spotkałem, pozostał on dokładnie tym samym, pokornym, pracowitym, skromnym człowiekiem, piekielnie utalentowanym siatkarzem, którego ja pamiętałem z obozu w Darłówku i z ostrołęckiej sali treningowej.

