Skip to content Skip to footer

Wspomnienia o Arku

Swoimi wspomnieniami o Arkadiuszu Gołasiu podzieliły się z nami osoby ze świata siatkówki i nie tylko. Zebraliśmy w tym miejscu reminiscencje od Jego rodziców, Raula Lozano, Sebastiana Świderskiego, Ryszarda Boska, Grzegorza Łomacza, Jakuba Oczko czy Krzysztofa i Beaty Stelmachów. 

Fot. Piotr Sumara/PZPS

Raul Lozano, trener reprezentacji Polski mężczyzn w latach 2005-2008:

Chciałbym skorzystać z okazji i pozdrowić wszystkich kibiców siatkówki w Polsce. Pamięć o Arku Gołasiu jest dla mnie bardzo ważna. Arek, oprócz tego, że był fantastycznym zawodnikiem, był wyjątkową osobą. Zawsze w dobrym humorze, zawsze chętny do treningów, traktował swoje limity jako wyzwanie… zawsze dążył do rozwoju. Prawdziwy wzór do naśladowania jako sportowiec. W tym roku mija 20. rocznica srebrnego medalu Mistrzostw Świata z 2006 roku i do dziś czuję emocje, gdy wchodzę na podium i widzę „wszystkich zawodników i sztab szkoleniowy z numerem 16”. To najintensywniejsze emocje, jakich kiedykolwiek doświadczyłem jako trener. To był hołd złożony przez drużynę zawodnikowi, który był jej częścią i dopingował nas z nieba…

Sebastian Świderski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej:

Poznaliśmy się po przeciwnych stronach siatki. Arkadiusz Gołaś – jako młody zawodnik, który wszedł do AZS Częstochowa, od razu rzucił się w oczy przede wszystkim swoją posturą i skocznością, był chudym i bardzo wyskakanym zawodnikiem. Charakteryzowała go też bardzo szybka ręka. Jako człowiek był bardzo pozytywną postacią. Nieco później trafił do reprezentacji i tak naprawdę był człowiekiem, który nie miał wrogów, z wszystkimi się przyjaźnił, był człowiekiem, który potrafił wiele osób spajać – był duszą towarzystwa, miał duże poczucie humoru, więc był bardzo lubiany.

Ostatnim naszym wspólnym turniejem były mistrzostwa Europy w Rzymie, gdzie trafiliśmy z Arkiem do jednego pokoju, więc dużo czasu mieliśmy na rozmowy, na ustalanie tego, co będziemy dalej robić. Graliśmy razem w reprezentacji Polski, nie graliśmy nigdy w jednym klubie. Gdy wyjechałem do Włoch, Arek miał dotrzeć do Maceraty. Niestety w międzyczasie był ten federalny dzień, w którym wydarzył się wypadek. Jako że między Perugią a Maceratą jest nieduża odległość, byliśmy wstępnie umówieni na wspólne spędzanie świąt Bożego Narodzenia. To już niestety nigdy nie nastąpiło…

Przed przyjazdem do Włoch Arek dopytywał się bardzo mocno o tamtejszą ligę. Był bardzo zadowolony, że trafi do tak mocnego klubu, jakim wówczas była Macerata. Niestety nigdy tam nie dotarł.

We Włoszech Arek był podobnie odbierany jak u nas – jako bardzo pozytywna postać. Kiedyś usłyszałem taką ciekawostkę, że środkowy powinien posiadać dwa z trzech elementów: atak, blok lub zagrywkę. Arek miał wszystkie trzy – nieprzeciętną skoczność oraz szybkość w bloku  i polu serwisowym. Potrafił zagrywać bardzo mocno, miał bardzo szybką rękę, pomimo swojej postury. Także we Włoszech dostrzegali te atuty. To Jego bardzo dobre statystyki i znakomita gra zaowocowały kontraktem w Lube Banca Macerata.

Grzegorz Łomacz, rozgrywający reprezentacji Polski i PGE GiEK Skry Bełchatów:

Arek pochodzi z Ostrołęki, podobnie jak ja. Pamiętam jak zawsze przychodziłem na halę będąc małym, bardzo młodym chłopcem, a Arek wraz z moim bratem odbywał treningi pod okiem Renislawa Dmochowskiego oraz mojego taty. Byliśmy również razem na obozie w Darłówku, aczkolwiek moja rola jako 7-8 letniego chłopaka ograniczała się do pilnowania się rodziców, a Arek wraz z całą drużyną ciężko zasuwał po piasku i na hali. Zapamiętałem Arka jako osobę cichą, niewybijającą się z grupy. Miał ksywkę „Maskot”, do dziś w sumie nie wiem dlaczego, może ze względu na jego łagodne usposobienie. Jego talent pierwszy raz eksplodował w MOS Wola Warszawa. Doskonale to pamiętam, ponieważ sam poszedłem identyczną drogą rozwoju i gdy tam trafiłem, Arek już był absolwentem Klubu oraz Reprezentantem Polski Seniorów, wtedy większość z nas marzyła, żeby być kimś takim jak on.

Nasze drogi w seniorskiej siatkówce nie zdążyły się przeciąć… szkoda, bo zapewne wiele mógłbym się nauczyć i wyciągnąć od niego nie tylko jako sportowiec, ale przede wszystkim jako człowiek. W pamięci mojej i wszystkich, których kiedykolwiek spotkałem, pozostał on dokładnie tym samym, pokornym, pracowitym, skromnym człowiekiem, piekielnie utalentowanym siatkarzem, którego ja pamiętałem z obozu w Darłówku i z ostrołęckiej sali treningowej.

Jakub Oczko, rozgrywający AZS Częstochowa, klubowy kolega Arka:

Kiedy myślę o Arku Gołasiu, przed oczami nie stają mi najpierw hale sportowe, pełne trybuny czy wielkie mecze. Widzę przede wszystkim zwykłe, codzienne chwile w Częstochowie, które dzieliliśmy jako młodzi chłopcy marzący o wielkiej siatkówce.
Mieszkaliśmy razem – dzieliliśmy nie tylko dach nad głową, ale też ambicje, zmęczenie po treningach, radości i frustracje, które są nieodłączną częścią sportowego życia. Arek był człowiekiem, przy którym zawsze czuło się spokój. Nie potrzebował głośnych słów ani gestów. Miał w sobie naturalną skromność, a jednocześnie ogromną wewnętrzną siłę i pewność siebie.
Już w czasach gry w reprezentacji Polski Juniorów było widać, że to zawodnik wyjątkowy. Nie tylko przez swoją niesamowitą skoczność, warunki fizyczne czy talent, ale przez podejście do pracy i ludzi. Zawsze skupiony, zawsze odpowiedzialny. Kiedy zakładał koszulkę z orłem na piersi, robił to z dumą, ale bez cienia gwiazdorstwa.
W AZS Częstochowa stanowiliśmy część zespołu, który żył siatkówką każdego dnia. Arek był takim zawodnikiem, na którym można było polegać w każdej sytuacji – czy to na boisku, czy poza nim. Jeśli coś było trzeba zrobić, załatwić, pomóc – nie pytał „czy”, tylko „kiedy”. Tacy ludzie budują drużynę od środka.
Prywatnie był po prostu dobrym, ciepłym chłopakiem. Potrafił słuchać, potrafił żartować, ale nigdy kosztem innych. Miał w sobie autentyczność, która dziś jest rzadkością. Nie udawał nikogo innego – był sobą i to wystarczało.
Jego odejście zostawiło pustkę, której nie da się wypełnić. Do dziś trudno pogodzić się z myślą, że ktoś, kto miał przed sobą tyle życia i sportowych planów, odszedł tak nagle. Ale jednocześnie wiem, że Arek zostawił po sobie coś bardzo trwałego – wspomnienia, wartości i przykład człowieka, który żył uczciwie, pracował ciężko i szanował innych.
Dla mnie Arek Gołaś na zawsze pozostanie nie tylko wybitnym siatkarzem, ale przede wszystkim kolegą, współlokatorem i przyjacielem z tamtych częstochowskich lat, które ukształtowały nas obu. I za to wspólne doświadczenie będę mu zawsze wdzięczny.

Beata i Krzysztof Stelmach, przyjmujący Edilbasso & Partners Padwa, gdzie grał razem z Arkiem, trener PGE GiEK Skry Bełchatów:

Był rok 2004 i szósty sezon Krzysztofa w Sempre Volley Padova i zarazem ostatni  we Włoszech. Do Klubu przychodzą dwaj nowi środkowi Holender Rob Bontje i Arek Gołaś gwiazda polskiej Reprezentacji Polski. Obydwaj byli nadziejami na nową jakość zespołu, na nowy powiew świeżego powietrza, bo  zespół tworzyli doświadczeni zawodnicy o światowym formacie tacy jak: Marco Meoni, Leo Morsut (ówcześni reprezentanci Włoch), Domotor Meszaros (reprezentant Węgier), Vienczyslav Simeonov (reprezentant Bułgarii), Marco Vicini, Davide Tovo. Sempre Volley Padova dla wielu nowych zawodników stał się początkiem wielkich karier, klub który stwarzał wspaniałe warunki rozwoju sportowego, mentalnego, bo nigdy nie było wielkiej presji wyniku.

Arka pod skrzydła Krzysztofa przekazał Ryszard Bosek bo….. „Krzysiu, kto się nim zajmie lepiej, jak nie ty ? ” I tak właśnie było. Krzysztof pomagał mu językowo na treningach, wprowadzał go w taktykę , ustawienia,  a ja mu pomagałam w sytuacjach poza boiskowych (w zakupach, w banku itp.).

Z czasem nasza „służbowa” opieka przybrała zupełnie inny charakter, Arek zaczął pojawiać się w naszym domu najpierw na kolacjach, potem też i na obiadach, a potem wpadał po prostu pograć na Nintendo z naszym synem Jaśkiem a to w Super Mario, a to w Bonda. Bardzo często siedzieli razem i na okrągło oglądali Shreka cytując teksty i zaśmiewając się do łez.  I tak Arek został naszym drugim synem. Urzekła nas jego skromność, spokój, pogoda ducha i ciągły uśmiech na twarzy. Pamiętam jak pytałam Krzysztofa, jak sobie radzi na bardzo wymagających treningach, on mi zawsze mówił, że Arek nigdy się nie skarży na treningach i zawsze odpowiada, że da radę. On po prostu z niesamowitą lekkością fruwał nad siatką, fruwał nad ziemią…. Został pupilem Klubu i publiczności. Nikt nie miał do Niego pretensji, że w następnym sezonie zagra w Maceracie, bo że Arek miał być najlepszy, nikt w to nie wątpił.

W dniu w którym Arek wyjeżdżał z Padwy (jechał na zgrupowanie Reprezentacji) wstąpił do nas, żeby się pożegnać. Pamiętam, jak Krzysztof pożyczył mu, żeby na Kadrze popracował nad swoim  blokiem, a Arek odpowiedział „ w życiu się chyba nie nauczę blokować”, jakże wtedy padły  prorocze słowa i jak się okazało ostatnie, które usłyszeliśmy od Niego …….

Dzień w którym życie zgasło w Arku, coś zgasło i w nas. Długo nie potrafiliśmy się z tym pogodzić, bo dla nas odszedł nie tylko wspaniały siatkarz, ale cudowny, ciepły, kochany, pełen pasji, hobby, niesamowitych umiejętności Chłopiec, nasz Chłopiec….

Wspomnienia o Memoriale Arkadiusza Gołasia

Pierwszy Memoriał Arkadiusza Gołasia odbył się w 2005 roku w Częstochowie. Impreza gościła także w Kępnie, Międzychodzie, Murowanej Goślinie i w Zalasewie. Turniej odbywa się każdego roku – z wyjątkiem 2020 – kiedy pandemia koronawirusa uniemożliwiła jego organizację. 

Swoimi wspomnieniami o Memoriale Arkadiuszu Gołasiu podzieliły się z nami osoby związane z nim od lat – Danuta i Tomasz Gołaś, Anna Sumelka i Konrad Pakosz. 

Danuta i Tomasz Gołaś, rodzice Arka:

Z perspektywy lat doświadczamy, że czas nie leczy ran, ale dobrzy ludzie spotkani na naszej drodze je zabliźniają. Szczególnie dziękujemy memoriałowym przyjaciołom, którzy upamiętniają sylwetkę naszego syna, jego krótką karierę sportową w siatkówce.

Towarzyszymy wszystkim turniejom siatkarskim w ramach Memoriału, przepełnieni dumą, radością i wdzięcznością dla organizatorów. Memoriał to impreza rywalizacji sportowych czołowych zespołów siatkarskich, spotkania dzieci i młodzieży z zawodnikami, licytacje przedmiotów od darczyńców z przeznaczeniem na wsparcie dla dzieci z potrzebami zdrowotnymi. Memoriał to wspaniała atmosfera stworzona przez zawodników, gości i kibiców.

Założenia programowe i organizacyjne Memoriału łączą naszą rodzinę ze środowiskiem siatkarzy, przyjaciółmi z Fundacji Memoriału, władzami samorządowymi Swarzędza, sponsorami, kibicami oraz wszystkimi zaangażowanymi ludźmi.

Szczególnie dziękujemy Pani Ani Sumelce, która pierwsza pierwsza wyszła z inicjatywą corocznych turniejów siatkarskich dedykowanych naszemu synowi na ziemi poznańskiej. Z wielkim sukcesem kontynuuje to do dnia dzisiejszego w Swarzędzu. Doceniamy wkład i zaangażowanie wszystkich organizatorów i przyjaciół Memoriału oraz Fundacji Memoriału. Dziękujemy za wkład pracy Pana Jacka Kubiaka.

Nie zapominamy o pierwszych rozgrywkach w piłce siatkowej ku pamięci Arka w Częstochowie. Dziękujemy za wszystkie życzliwości kierowane do naszej rodziny, a Anna Sumelka, Marian Szkudlarek i Jacek Kubiak znajdują w naszych sercach szczególne miejsce.

Sebastian Świderski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej:

Organizacja Memoriału Arkadiusza Gołasia jest bardzo wartościowa dla całego środowiska krajowego, ale również europejskiego. Bo o tym turnieju mówi się również w Europie, zwłaszcza we Włoszech gdzie Arek grał. Włoskie zespoły – jak choćby SIR Safety Perugia – przyjeżdżały na tę imprezę. Teraz niestety czasy trochę się zmieniły i ich przyjazd jest lekko utrudniony – ze względu na napięte kalendarze rozgrywek reprezentacyjnych i klubowych włoskie kluby rzadko wyjeżdżają obecnie poza granicę swojego kraju. Sam Memoriał natomiast jest od wielu lat organizowany na bardzo wysokim poziomie. A tym, co najważniejsze, jest fakt, że pamięć o Arku jest pielęgnowana, a Pani Ania Sumelka i pozostali organizatorzy nie pozwalają nam o Nim zapomnieć.

Konrad Pakosz, były prezes AZS Częstochowa, organizator pierwszych edycji Memoriału Arkadiusza Gołasia:

Moje pierwsze spotkanie z Arkiem Gołasiem miało miejsce na turnieju towarzyskim w Brzegu Dolnym, stanowiącym etap przygotowań zespołu Galaxia Jurajska AZS Bank Częstochowa do sezonu 2000/2001. Razem z nim do zespołu dołączyli wówczas Michał Bąkiewicz i Jakub Oczko. Jako dziennikarz lokalnej rozgłośni Radio FON relacjonowałem to wydarzenie, przedstawiając kibicom w Częstochowie nowych zawodników i ich sportowe ambicje.

Arek bardzo szybko stał się kimś więcej niż tylko kolejnym graczem w składzie. Przez cztery sezony gry w AZS-ie zyskał sympatię kibiców i szacunek środowiska. Był ambitny, pracowity, pełen energii. Już od pierwszego sezonu imponował dojrzałością sportową, a po drugiej stronie siatki budził respekt.

Wiadomość o jego śmierci też zastała mnie w radiu. Przygotowując się do piątkowej audycji zapowiadającej sportowy weekend w mieście, otrzymałem telefon od jego menadżera – Janusza Tobijańskiego. Słowa, które wówczas usłyszałem do dzisiaj mam w głowie. Trudno opisać moment, w którym codzienna rutyna pracy nagle traci znaczenie. Jeszcze trudniej było znaleźć słowa, by przekazać tę informację słuchaczom na antenie.

Kilka tygodni później w Częstochowie odbył się pierwszy Memoriał imienia Arkadiusza Gołasia. Wzięły w nim udział trzy zespoły, jednak wynik sportowy nie miał wówczas znaczenia. Najważniejsza była pamięć i wspólnota ludzi, których połączyła tragedia.

Kolejne zawody Memoriałowe miały już inną rangę. Klub Sportowy AZS Częstochowa Sportowa Spółka Akcyjna wspólnie z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji w Częstochowie, gdzie dyrektorem był teść Arka – Marian Dziewoński co roku stawali na wysokości zadania. Oprócz topowych polskich zespołów do rywalizacji sportowej oraz wspomnień o wybitnym siatkarzu stawali rywale z zagranicy: Antonveneta Padwa, AON hotVolleys Wiedeń, Iraklis Saloniki czy Hypo Tirol Innsbruck. Memoriał stał się nie tylko sportową rywalizacją, ale przede wszystkim spotkaniem ludzi, którzy chcieli pielęgnować pamięć o wybitnym zawodniku i dobrym człowieku.

W 2011 roku AZS Częstochowa został zaproszony na turniej towarzyski do Lubonia (w trakcie trwającego w Japonii Pucharu Świata siatkarzy). Kapitalna organizacja oraz niesamowite zaangażowanie organizatorki tego przedsięwzięcia – Pani Ani Sumelki sprawiło, że kolejna edycja Memoriału im. Arkadiusza Gołasia została przeniesiona do Wielkopolski. Zaangażowanie organizatorów oraz ich profesjonalizm pokazały, że pamięć o Arku może jednoczyć środowiska daleko poza Częstochową.

Dziś, z perspektywy lat, widać wyraźnie, że największą wartością Memoriału jest to, co dzieje się poza boiskiem. Fundacja Memoriału im. Arkadiusza Gołasia wspiera potrzebujących, buduje wspólnotę i pokazuje, że sport może być przestrzenią dobra. Cieszę się, że mogę być częścią tej inicjatywy i społeczności, która nie pozwala, by pamięć przemijała. To nie tylko sportowe emocje i wspomnienie wybitnego zawodnika, ale przede wszystkim realna pomoc. Turniej zbiera środki na leczenie i rehabilitację chorych dzieci, wspiera potrzebujących i angażuje lokalne społeczności w działania dobroczynne. Dzięki zaangażowaniu organizatorów, partnerów i kibiców wydarzenie stało się przestrzenią, w której sport łączy się z wrażliwością społeczną – a pamięć o Arku przekłada się na konkretne dobro, które trafia do tych, którzy najbardziej go potrzebują.

Anna Sumelka, organizatorka Memoriału Arkadiusza Gołasia od 2012 roku:

Moje pierwsze spotkanie z Arkiem Gołasiem miało miejsce na turnieju towarzyskim w Brzegu Dolnym, stanowiącym etap przygotowań zespołu Galaxia Jurajska AZS Bank Częstochowa do sezonu 2000/2001. Razem z nim do zespołu dołączyli wówczas Michał Bąkiewicz i Jakub Oczko. Jako dziennikarz lokalnej rozgłośni Radio FON relacjonowałem to wydarzenie, przedstawiając kibicom w Częstochowie nowych zawodników i ich sportowe ambicje.

Arek bardzo szybko stał się kimś więcej niż tylko kolejnym graczem w składzie. Przez cztery sezony gry w AZS-ie zyskał sympatię kibiców i szacunek środowiska. Był ambitny, pracowity, pełen energii. Już od pierwszego sezonu imponował dojrzałością sportową, a po drugiej stronie siatki budził respekt.

Wiadomość o jego śmierci też zastała mnie w radiu. Przygotowując się do piątkowej audycji zapowiadającej sportowy weekend w mieście, otrzymałem telefon od jego menadżera – Janusza Tobijańskiego. Słowa, które wówczas usłyszałem do dzisiaj mam w głowie. Trudno opisać moment, w którym codzienna rutyna pracy nagle traci znaczenie. Jeszcze trudniej było znaleźć słowa, by przekazać tę informację słuchaczom na antenie.

Kilka tygodni później w Częstochowie odbył się pierwszy Memoriał imienia Arkadiusza Gołasia. Wzięły w nim udział trzy zespoły, jednak wynik sportowy nie miał wówczas znaczenia. Najważniejsza była pamięć i wspólnota ludzi, których połączyła tragedia.

Kolejne zawody Memoriałowe miały już inną rangę. Klub Sportowy AZS Częstochowa Sportowa Spółka Akcyjna wspólnie z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji w Częstochowie, gdzie dyrektorem był teść Arka – Marian Dziewoński co roku stawali na wysokości zadania. Oprócz topowych polskich zespołów do rywalizacji sportowej oraz wspomnień o wybitnym siatkarzu stawali rywale z zagranicy: Antonveneta Padwa, AON hotVolleys Wiedeń, Iraklis Saloniki czy Hypo Tirol Innsbruck. Memoriał stał się nie tylko sportową rywalizacją, ale przede wszystkim spotkaniem ludzi, którzy chcieli pielęgnować pamięć o wybitnym zawodniku i dobrym człowieku.

W 2011 roku AZS Częstochowa został zaproszony na turniej towarzyski do Lubonia (w trakcie trwającego w Japonii Pucharu Świata siatkarzy). Kapitalna organizacja oraz niesamowite zaangażowanie organizatorki tego przedsięwzięcia – Pani Ani Sumelki sprawiło, że kolejna edycja Memoriału im. Arkadiusza Gołasia została przeniesiona do Wielkopolski. Zaangażowanie organizatorów oraz ich profesjonalizm pokazały, że pamięć o Arku może jednoczyć środowiska daleko poza Częstochową.

Dziś, z perspektywy lat, widać wyraźnie, że największą wartością Memoriału jest to, co dzieje się poza boiskiem. Fundacja Memoriału im. Arkadiusza Gołasia wspiera potrzebujących, buduje wspólnotę i pokazuje, że sport może być przestrzenią dobra. Cieszę się, że mogę być częścią tej inicjatywy i społeczności, która nie pozwala, by pamięć przemijała. To nie tylko sportowe emocje i wspomnienie wybitnego zawodnika, ale przede wszystkim realna pomoc. Turniej zbiera środki na leczenie i rehabilitację chorych dzieci, wspiera potrzebujących i angażuje lokalne społeczności w działania dobroczynne. Dzięki zaangażowaniu organizatorów, partnerów i kibiców wydarzenie stało się przestrzenią, w której sport łączy się z wrażliwością społeczną – a pamięć o Arku przekłada się na konkretne dobro, które trafia do tych, którzy najbardziej go potrzebują.

0
    0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu